Jan Jeda
Życie i śmierć
„Cichego" cz. I
Oddział ROAK nie miał na celu wygranie wojny z „władzą ludową”, lecz przetrwanie do obiecanych
wolnych wyborów i powstania legalnego rządu polskiego...
...z inicjatywy warszawskiego
kierownictwa WiN nastąpiło spotkanie dowódców oddziałów partyzanckich
pionu AK w gospodarstwie położonym między Grodzicznem i Tyliczkami. W
spotkaniu wzięli udział: St. Balla ps. „Sowa”, mjr P. Nowakowski ps.
„Łysy”, A. Różycki ps. „Zjawa”, Fr. Wypych ps. „Wilk”, mjr Z.
Szendzielarz ps. „Łupaszko”. Gościem spotkania był gen. Brygady Mikołaj
Waraksiewicz z Tyliczek.
Podziemny oddział o rodowodzie
Armii Krajowej -Wolność i Niepodległość działał w latach 1946-1947 w
powiatach działdowskim, nowomiejskim, brodnickim.
Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa
Publicznego w Działdowie, sporządzając akta oskarżenia przeciwko grupie
osób aresztowanych i następnie sądzonych w 1946r. przez Rejonowy Sąd
Wojskowy w Warszawie, nazywał ten oddział ROAK /Ruch Oporu AK/.
Społeczeństwo nazywało tych żołnierzy AK-owcami. Taka była tradycja.
Był to szyld polityczny, odczytywany pozytywnie przez większość Polaków.
Propaganda komunistyczna, jako wytwór totalitaryzmu, stworzyła pojęciowe potworki: reakcyjna banda, zdrajcy z WiN, faszyści z NSZ.
Oddział Armii Krajowej /Ruch Oporu/ pod dowództwem Ballego ps. „Sowa” składał się z kilku pododdziałów: Andrzeja Różyckiego ps. „Jawa”, Franciszka Wypycha ps. „Wilk”, Marcjana Sarnowskiego ps. „Cichy”.
Pragnę przybliżyć nowomiejskiemu społeczeństwu młodego człowieka ukrywającego się pod ps. „Cichy”.
W książkach: „Nowe Miasto” i „Szkice brodnickie” podaje się tylko pseudonim „Cichy” lub Cichy. Podejrzewam, że Ludwik Ochocki znał prawdziwe nazwisko „Cichego”, lecz ze względów moralnych wolał zamilknąć. Rodzice i rodzeństwo „Cichego” byli wystarczająco zastraszeni przez szykany UB i MO. Podanie prawdziwego nazwiska w publikacjach, jeszcze bardziej umożliwiłoby propagandzie komunistycznej „dobicie” pozostałych przy życiu. Nawet siostra Marcjana mieszkająca w Olsztynie nie przyznała się, że jej panieńskie nazwisko to Sarnowska.
„Cichy”, to Marcjan Sarnowski, ur. 23 sierpnia 1926r. w Sugajnie powiat Brodnica. Był synem Teofila i Marty z d. Mowińskiej. Mieszkał w Marzęcicach i w Gdyni. Sarnowscy mieli dwie córki i trzech synów. Żyje matka, syn i dwie zamężne córki.
Rodzice „Cichego” przybyli do Marzęcic w 1938r. Kupili 7 ha ziemi od właścicieli spalonej cegielni. Grunty te położone są między Marzęcicami
i Kurzętnikiem. Była to ziemia piaszczysta i wyjałowiona przez dzierżawców. Zabudowania mieszkalno-gospodarcze były skromne a wręcz nędzne.
W 1939r. wybuchła II wojna światowa. Niemcy zajęli nasz kraj. Była to już jesień 1940r., kiedy Sarnowskim zabrano ziemię i inwentarz. Niemcy przekazali grunty orne Pokojskiemu w tymczasowe użytkowanie. Nastąpił trudny okres dla całej rodziny. Marcjan miał 14 lat. Hitlerowcy skierowali go do Franciszka Jastrzębskiego, aby pracował w gospodarstwie rolnym. Stała praca u polskiego rolnika nie była taka straszna. Nie trwało to jednak długo. Już w 1941r. hitlerowcy wyrzucili F. Jastrzębskiego i jego rodziców z gospodarstwa. Franciszek zdążył uciec gdy przyszli esesmani. Marcjan jako służący został na miejscu. Wozem chłopskim pojechał do Nowego Miasta po nowego pana - Niemca. Richter miał córkę i syna. Syn był poza domem, należał do zgrupowania HJ lub SS.
„Cichy” wykonywał wszelkie prace w gospodarstwie. Spał w pomieszczeniu gospodarczym z krowami i końmi.
W 1943r. Niemcy zorganizowali zbiórkę złomu stalowego, szmat i starych butów na cele zbrojeniowe Rzeszy. Na gromadzie zużyte obuwie leżało jeszcze w 1945r. Zebrane surowce zwożono wozami i składowano w budynku gospodarczym /nieczynnej masarni/ Anastazego Kozłowskiego. Wozami jeździli Julian Luliński i Bronisław Globuszewski, jako Polacy byli zatrudnieni u Niemca Pipusa. W zbiórce surowców wtórnych również brał udział Marcjan Sarnowski. Pipus należał do NSDAP oraz był członkiem pomocniczej cywilnej policji. Miał syna w wojsku. Bisarab-Niemiec otrzymał gospodarstwo po wysiedlonych Polakach, Nehringach, których wywieziono na zamek w Jabłonowie. Był to obóz przejściowy założony 5 listopada 1941r.
Biorący udział w zbiórce surowców wybrali sobie lepsze buty i rzucili na dach budynku gospodarczego. Podobnie do nich zrobił Marcjan. Pod koniec 1943r. Pipus przyszedł po M. Sarnowskiego i udał się z nim do Nowego Miasta na policję. Sąd niemiecki skazał Marcjana na jeden rok więzienia. Globuszewski również nie podobał się Pipusowi. W 1944r. hitlerowiec poprowadził go w nieznanym kierunku i ślad po nim zaginął.
M. Sarnowski na początku 1944r. znalazł się w Karnym Zakładzie dla młodocianych w Lubawie /nazwa wg J. Betlejewskiej/. Przyjmuję stwierdzenie T. Stępowskiego, że Karny Zakład w Lubawie został zorganizowany przez hitlerowców już jesienią 1939r. w celach specjalnych: dla więzienia i mordowania nieletnich synów z rodzin działaczy polskich z Gdańska. Ponadto w Karnym Zakładzie przebywała młodzież za odmowę wpisu na niemiecką listę narodowościową.
Większa cześć młodzieży odbywała kary pozbawienia wolności, orzeczone wyrokami sądów za dokonanie wykroczeń, takich jak np. posiadanie przy sobie w czasie rewizji kawałka masła, słoniny, odłożenie na boku zużytych butów
w czasie zbiórki surowców wtórnych. Okupant zaliczał dzieci i młodzież przebywającą w Karnym Zakładzie w Lubawie do kategorii dzieci „rasowo niewartościowych”. Nie korzystały one z żadnej ochrony prawnej czy też socjalnej jak zresztą wszyscy Polacy. Lubawskie dzieci nie miały szans życia. „W zasadzie, pomimo odbycia kary, skazanych nie zwalniano, lecz przenoszono do obozów koncentracyjnych /J. Betlejewska/.
Policjant przyprowadził M. Sarnowskiego do obozu karnego w Lubawie, ponieważ ten nie stawił się w wyznaczonym dniu. Jest pewne, że został potraktowany w sposób specjalny przez komendanta. „Na początek liturgia obozowa przewidywała porcje razów za pomocą gumowej pałki (...) Potem każdy musiał rozebrać się do naga. W zamian za swoje ubranie otrzymywał tylko koszulę
i wędrował na cały tydzień do specjalnej celi dla nowicjuszy /C. Czubak/”.
M. Sarnowski miał długie włosy, więc wachman wyciął mu krzyż. Ten rodzaj fryzury obowiązywał nowego więźnia przez trzy miesiące. Każdy z więźniów obowiązany był nosić na szyi tzw. markę rozpoznawczą, na której znajdował się kolejny numer.
Otto Kluge, komendant obozu, na apelach pytał młodych więźniów wyuczonych zasad:
- Wer seid Ihr? /Kto jesteście?!/ - pytał pan, a kolumny odpowiadały:
- Schmutzige Pollacken! /brudni Polacy!/
- Habt Ihr Ungeziefer?! /Macie insekty?!/
- JawohI, Herr Lagerkommendant! Wir haban Iäuse! /Tak jest, panie lagerkommendancie! - mamy wszy!/
- Seid Ihr Menschen?! /Jesteście ludźmi?!/
- Nein! Wir sind Mistvieh! /Nie! Jesteśmy gównianym bydłem!/
Niektórzy z nas nie rozumieli tych słów”
/C. Czubak/.
M. Sarnowski pracował w fabryce galanterii skórzanej w Lubawie. Następnie przydzielono go do grupy pracującej w majątku w Mortęgach. Początkowo codziennie wracali do obozu. Później cała grupa chłopców pod nadzorem wachmanów nocowała na miejscu w majątku. Przydzielono im pomieszczenie na piętrze w budynku gorzelni. Brat Marcajana - Bronisław, 14-letni chłopiec, przychodził z chlebem z Rakowic do Mortęg. Jeśli nadzorował wachman narodowości polskiej, to była możliwość podania żywności. Wtedy Bronisław zbliżył się do budynku, a Marcjan
z okienka na piętrze opuścił sznurek. Następnie wciągnął paczkę. W ten sposób odbywało się przekazywanie żywności dla wygłodzonych chłopców.
M. Sarnowski został zwolniony z Zakładu Karnego w Lubawie 9 stycznia 1945r.
W czasie okupacji dowództwo AK podokręgu „Pomorze” ukrywało się
w bunkrach leśnych w Nadleśnictwach Lidzbark, Ruda i Kostkowo oraz
w okalających te lasy wioskach. Komendantem podokręgu „Pomorze”
w 1944r. był kapitan /później major/ Paweł Nowakowski ps. „Leśnik”, „Łysy”. Paweł Nowakowski był z wykształcenia inżynierem leśnikiem, przedwojennym działaczem ludowym i spółdzielczym. Podlegała mu siatka organizacyjna konspiracji w trójkącie Działdowo -Toruń -Grudziądz i jeden oddział partyzancki pod Lidzbarkiem.
Po wkroczeniu Armii Czerwonej w styczniu 1945r. siatka AK została zlikwidowana przez NKWD, a wśród nielicznych ocalał komendant „Leśnik” ukrywający się w Zieluniu i partyzant Stanisław Balla ps. „Sowa” ukrywający się w Lidzbarku /A. Różycki/.
W lutym lub marcu 1945r. Rosjanie zmusili M. Sarnowskiego do wykonywania prac w młynie wodnym w Bielicach. Niewolnicza praca trwała około dwóch tygodni. Marcjan uciekł z Bielic i wrócił do Rakowic do wuja Mówińskiego. Później otrzymał pracę w zakładzie budowlanym w Nowym Mieście Lub. Jego majstrem był Leonard Majewski.
W mieście stacjonowały oddziały Armii Radzieckiej i NKWD. Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego działał w budynku, w którym obecnie mieści się Powszechny Zakład Ubezpieczeń.
Już w maju 1945r. Rosjanie /cywile i wojskowi/ gnali stada bydła w kierunku Mroczna i Tylic. W Otrembie obywatele radzieccy 26 maja zamordowali Henryka Graduszewskiego /21 l/ i zabrali kilka krów. Alfons Jankowski /29 l/, kolega Marcjana Sarnowskiego i Alfonsa Orzepowskiego, wstąpił w związek małżeński 14 czerwca i jadąc do żony z Marzęcic do Mroczenka dn. 16 czerwca został śmiertelnie raniony przez milicjanta lub żołnierza radzieckiego w Nowym Mieście. Żołnierze radzieccy byli poza prawem.
M. Sarnowski i A. Orzepowski jesienią 1945r. pojechali do Gdyni
i wstąpili do podoficerskiej szkoły milicji. Do domu przyjechali na kilka dni przed świętami Bożego Narodzenia. Wpływ na nich miała Maria Orzepowska. Opowiadała im o istnieniu oddziału partyzanckiego AK. Już wtedy zostawili ciepłą bieliznę
w domu. Przechodzili wewnętrzny kryzys. W końcu lutego lub w marcu 1946r. Marcjan Sarnowski i Alfons Orzepowski ponownie przyjechali na urlop. W czasie urlopu zadecydowali, że nie wrócą do szkoły milicyjnej. Sarnowski i Orzepowski zamiast do Gdyni udali się do Trzcina- do ojca Alfonsa. Byli u Franciszka Orzepowskiego zaledwie dwa, a może trzy dni. Nocą wrócili do domu Sarnowskich. W dzień ukrywali się w ziemiance, wykonanej około 100 metrów od domu. Była ona zbudowana między pagórkami w zagłębieniu terenu. Spali w domu na poddaszu. Ukrywanie to trwało około dwóch tygodni.
M. Sarnowski i A. Orzepowski dłużej nie mogli przebywać w domu ani
w ziemiance. Do podjęcia decyzji o opuszczeniu rodzinnej miejscowości doprowadził przypadek. Zbiegowie zostali zauważeni przez dwóch przechodzących drogą chłopców. Ci, znając Marcjana, chcieli z nim porozmawiać. Zeszli z drogi tracąc na chwilę z oczu dwóch siedzących mężczyzn. Sarnowski wolał unikać przypadkowych spotkań i wykorzystał ten moment na ucieczkę. Przypadkowi przechodnie zamiast na znajomych natknęli się na opuszczoną ziemiankę. Pomieszczenie to miało około 0,70 metra wysokości. Wobec dekonspiracji Sarnowski i Orzepowski musieli odejść na stałe do innej miejscowości. Powstała konieczność szybkiego nawiązania kontaktu z podziemną organizacją.
W styczniu i lutym 1945r. NKWD likwiduje siatkę organizacyjną AK podokręgu „Pomorze”. Prawie w tym samym czasie Stanisław Balla, Franciszek Wypych, Mieczysław Kapiński i Andrzej Różycki tworzą grupę zbrojną dla zapewnienia bezpieczeństwa miejscowej ludności, przeciwko gwałtom, rabunkom
i morderstwom czerwonoarmistów. Równocześnie zakładają siatkę konspiracyjną o zasięgu: Polskie Brzozie, Mroczno, Mroczenko, Grodziczno, Zwiniarz. Na skutek wzrastającego terroru ze strony władców z PPR i aparatu bezpieczeństwa publicznego (PUBP), powstaje w grudniu 1945r. umundurowany oddział partyzancki organizacji Ruch Oporu Armii Krajowej. Dowódcą oddziału ROAK zostaje Stanisław Balla ps. „Sowa”.
Balla był przedwojennym robotnikiem. Pracował w tartaku w Klonowie. Oddział bardzo szybko wzrastał w siłę bojową, pomimo przyjmowania tylko ludzi zagrożonych aresztowaniem.
Oddział ROAK miał na celu nie wygranie wojny z „władzą ludową”, lecz przetrwanie do obiecanych wolnych wyborów i powstania legalnego rządu polskiego.
Sarnowski i Orzepowski ostatecznie udali się do Mroczenka lub do Trzcina. W tym czasie oddział ROAK kwaterował we Wlewsku.
A. Różycki ps. „Zjawa”, „Jawa” dowódca 2 plutonu i oficer d/s wywiadu
i planowania operacji oddziału tak pisze o „Cichym”:
„O ile pamiętam, w pierwszej połowie marca 1946r. nasz łącznik /mogła to być dziewczyna/ z Trzcina lub Mroczenka, przyprowadził do naszego oddziału kwaterującego na terenie Wlewska dwóch młodych ludzi, szukających od paru dni naszego oddziału
i chcących koniecznie dostać się do partyzantki. Mieli ze sobą niesprawną „pięść” przeciwpancerną, dobry karabin i w worku dwie bluzy mundurowe. Byłem przy ich przesłuchaniu, podczas którego robili wszystko, by zostać w oddziale. Gdy „Sowa” powiedział im, że mają wracać do domu o ile nie są ścigani przez „Resort”, przysięgali na wszystkie świętości, że grozi im aresztowanie. Po późniejszym sprawdzeniu okazało się, że nie było z nimi tak źle. „Sowa”, choć niechętnie, przy poparciu „Wilka” i mnie, przydzielił ich do mojego 2 plutonu na okres próbny.
Po 2-3 dniach obserwacji, na wieczornym apelu pododdziału „Zjawy”, zostały im nadane pseudonimy, taki był zwyczaj. Jeden otrzymał ps. „Cichy”, gdyż przez pierwsze dni prawie się nie odzywał, a drugi otrzymał ps. „Czerwonka”, ponieważ chyba od przeziębienia miał bardzo czerwoną twarz”.
Oddział Ballego miał stale pod bronią od 30 do 40 żołnierzy-partyzantów. W razie konieczności oddział mógł osiągnąć w krótkim czasie liczbę 120 bardzo dobrze uzbrojonych żołnierzy.
Oddział „Sowy” składał się z dwóch plutonów. Obydwa plutony chodziły na ogół osobno, lecz bardzo często się spotykały i wszystkie akcje podejmowały wspólnie. Pierwszy pluton był wyposażony w broń radziecką: pepesze i 2-3 rkmy /Diegtiarowa/. Składał się z żołnierzy z powiatów Mława-Sierpc, czyli z tzw. Kongresówki. Drugi pluton miał broń niemiecką automatyczną i maszynową oraz
p. pancerną o dużej sile ognia. Wszyscy żołnierze pochodzili z Pomorza.
„Oddział miał całkowitą swobodę operacyjną i jedynie był zobowiązany co 15 dni składać meldunki z całokształtu działalności „Leśnikowi” oraz u niego uzyskiwać zatwierdzenie wyroków śmierci. Wyroki śmierci mogły zapaść tylko na tych funkcjonariuszy UB lub PPR, którzy mieli na sumieniu udowodnione morderstwa z pominięciem procedury karno-sądowej /A. Różycki/”.
Były oficer wywiadu i planowania operacyjnego oddziału Ballego tak opisuje działalność partyzancką:
„Oddział „Sowy”, pomimo przeprowadzenia prawie 50-ciu akcji i stoczenia
3 większych bitew, nie został ani razu rozbity, a jego straty w ludziach przy tak szerokich działaniach były naprawdę minimalne. Te małe straty zawdzięczaliśmy głównie wywiadowi, gdyż mieliśmy swojego informatora w PUBP i Komitecie PPR w Działdowie. Miałem też pełną listę konfidentów UB na ten powiat, jak również wspólnie współpracowało z nami kilka posterunków wiejskich MO”.
„Cichy” po kilku dniach pobytu w oddziale złożył przysięgę przed komendantem podokręgu AK „Pomorze”, majorem Pawłem Nowakowskim. Następnie otrzymał przydział do patrolu, którym dowodził A. Różycki. Patrol zwiadowczy miał za zadanie dokonać rozpoznania terenu i wielkości sił bezpieczeństwa publicznego w Nowym Mieście Lub. oraz zlikwidować placówkę UB przy szosie Nowe Miasto - Łąkorz. „Cichy” i „Czerwonka” zostali przydzieleni do patrolu dlatego, że znali teren i ludzi. Czteroosobowy patrol kwaterował w Kurzętniku.
„Cichy” brał udział w całym szlaku bojowym oddziału do połowy lipca 1946r., nie korzystając ani razu z urlopu, był stale pod bronią. Jako żołnierz był bardzo odważny /czasami za odważny/ i organicznie nie znosił komuny /A. Różycki/.
Od strony szosy Marzęcice - Wawrowice, polem należącym do Gutowskich, zbliżały się dwie osoby, kierując się w stronę Marzęcic. Byli to: komendant powiatowy MO ppor. St. Wyczółkowski i funkcjonariusz mundurowy MO. Obserwowali bacznie mężczyznę jadącego rowerem polną drogą od strony Tereszewa do wsi. Mężczyzna ten miał na głowie andersowski, czarny beret. W pewnej chwili komendant skierował pepeszę w stronę jadącego i krzyknął - „stój”! Młody człowiek posłusznie wykonał polecenie. Podwładny komendanta przejął zatrzymanego i kazał mu iść w kierunku szosy. Uszli zaledwie kilkanaście kroków, gdy do komendanta przybiegła kobieta. Była to matka zatrzymanego mężczyzny. Zapewniała, że jej syn nie należy do nielegalnej organizacji. Poinformowała, że Sarnowski i Orzepowski ukrywają się w górach pod Kurzętnikiem.
Ta informacja zadowoliła oficera MO. Kazał zwolnić aresztanta, człowieka w andersowskim berecie.
Żołnierze kompanii operacyjnej wkrótce po uzyskaniu informacji, przyjechali do Sarnowskich ciężarówką. Kilku funkcjonariuszy zeskoczyło z samochodu i tyralierą okrążyło budynki. W tym czasie samochód wolno jechał w kierunku zabudowań. Na kabinie miał rozstawiony karabin maszynowy. W mieszkaniu przesłuchano siostrę i rodziców Marcjana. Brata Bronisława aresztowano i zawieziono do UB w Nowym Mieście Lub. Następnie osadzono go w śledczym więzieniu położonym w pobliżu Sądu Grodzkiego. Trzymano go tam około 7 dni. W czasie przesłuchań bito.
Funkcjonariusze dokonujący rewizji w mieszkaniu państwa Sarnowskich, przywłaszczyli sobie skóry szewskie i harmonię.
Tymczasem „Cichy” w drugim plutonie oddziału Ballego od maja 1946r. był celowniczym szybkostrzelnego karabinu maszynowego typu MG-42. Pluton miał na stanie sześć karabinów maszynowych MG-42, w tym dwa
w zapasie. „Cichy” brał udział w różnych akcjach bojowych. Dzielnie walczył
w największej bitwie oddziału na polach pod Zieluniem, w której brali udział funkcjonariusze UB z Mławy i Sierpca, MO i kompania wojska /KBW/ z trzema czołgami. Bitwa ta miała miejsce w dn. 30 czerwca l946r.
„W połowie lipca „Cichy” został przeniesiony do rezerwy. Otrzymał fałszywy dowód osobisty, pieniądze, rewolwer, granaty i przydział na kwaterę we Wrocławiu. Rozstanie to było konieczne, ale równocześnie tragiczne, gdyż nie można było tworzyć wielkiej jednostki a ludzie rwali się do walki. „Cichy” nie wykonał polecenia. Udał się z „Czerwonką” na zachodni brzeg Drwęcy i zorganizował własny oddział”
/A. Różycki/.
Po śmierci „Cichego” na łamach jednej z gazet w Bydgoskiem napisano, że jego oddział należał do NSZ. Zapewne na tej podstawie jest wzmianka w Księdze Pamiątkowej ZBOWiD w Nowym Mieście, że grupa „Cichego” była znaku NSZ.
Ludwik Ochocki zaliczył „Cichego” do partyzantów „Łupaszki”. Obecnie jest trudno jednoznacznie rozstrzygnąć tę sprawę.
A. Różycki jeden z byłych dowódców ROAK stwierdza, że spotkał się z M. Sarnowskim i jego oddziałem 4 sierpnia 1946r. w Kowalikach. Było to spotkanie przyjacielskie. W czasie rozmowy ustalono, że granicą terenów działania dwóch oddziałów partyzanckich będzie szosa prowadząca od Tamy Brodzkiej do Nowego Miasta Lub. i dalej tor PKP Nowe Miasto-Lubawa. Ponadto „Cichy” otrzymał pismo na odbiór amunicji z magazynu ROAK w Kostkowie. Otrzymał również zgodę na kontakt z komendantem podokręgu AK „Pomorze” mjr Pawłem Nowakowskim ps. „Leśnik”, „Łysy”. W niedługim czasie A. Różycki uzyskał wiadomość, że „Cichy” pobrał amunicję. „Ale czy skontaktował się z „Łysym” nie wiem, gdyż „Łysy” był tajemniczy i nigdy nie opowiadał o kontaktach z innymi grupami /A. Różycki/”.
W okresie do 15 lipca 1946r. z inicjatywy warszawskiego kierownictwa WiN nastąpiło spotkanie dowódców oddziałów partyzanckich pionu AK w gospodarstwie położonym między Grodzicznem i Tyliczkami. W spotkaniu wzięli udział St. Balla ps. „Sowa”, mjr P. Nowakowski ps. „Łysy”, A. Różycki ps. „Zjawa”, Fr. Wypych ps. „Wilk”, mjr Z. Szendzielarz ps. „Łupaszko”. Gościem spotkania był gen. Brygady Mikołaj Waraksiewicz z Tyliczek.
1. Artykuł pt. Życie i śmierć „Cichego” autorstwa Jana Jedy był drukowany w odcinakach w gazecie „Drwęca” wydawanej w Nowym Mieście Lubawskim
w latach 1990-1991.
2. Straceni w polskich więzieniach 1944-1956, Wyd. Retro, Lublin 1994, s. 9.
3. Teczka specjalna J.W. Stalina (Raporty NKWD z Polski 1944-1946), Warszawa 1998 s. 511.
4. Książka: Nowe Miasto Lubawskie – Gorzki smak wolności, Wspomnienia więzienne. Autorzy: Andrzej Korecki, Jan Jeda. Nowe Miasto Lubawskie 1996.
|